Czerwona paczuszka (02-03 Luty 2004)
Jasne właźcie! No, spoko. W lodówce znajdziecie parę browarów a jeżeli byście chcieli wódy to jest pod stołem. Taa, ale na balkonie. Matka poszła na jakiś śmieszny kurs. Okej, jeżeli będziecie czegoś potrzebować to zawołajcie. Jazda buraki!
Karol, dawny znajomy z liceum
Dźwięk telefonu rozbrzmiał w całym mieszkaniu. Andrzej podniósł się ciężko z łóżka podnosząc słuchawkę. Był to jego szef. Prosił o szybkie przybycie do pracy. Andrzej szybko się zebrał, umył i oporządził. Wypadł z mieszkania jak strzała zastanawiając się w jakim celu szef go zbudził. Po kilku minutach był już na miejscu. Sekretarka powiadomiła przełożonego o przybyciu młodego operatora kamery. Szef ugościł go w swym biurze po czym wyjaśnił o co chodzi. Trzeba przekazać paczkę w określone miejsce. Andrzej nie myśląc długo wziął pakunek i udał się w określone miejsce.
Pobudka o godzinie ósmej, 3 przysiady i 2 pompki. Potem zaścielić łóżko, przygotować śniadanie i zaparzyć kawę. Poranne siusiu i już można zasiąść do stołu aby zapełnić żołądek a potem napić się kawy. Normalny początek dnia Feliksa Filka. Oparł się o parapet popijając kawę obserwując co na podwórku się dzieje. Jak zwykle pani Paprotnikowa, sąsiadka z trzeciego piętra wyszła z pieskiem na spacer. Pod blokiem już stoi Adamczyk i czeka na swoja córeczkę aby zaprowadzić ją do przedszkola. Ale zaraz ... nieopodal znaku stoi biały samochód, obok jakiś mężczyzna. Spotyka się z drugim przekazując mu jakąś paczkę. Dziwne. No cóż. Feliks dokończył kawę i wybrał się do pracy.
Andrzej popędził do pracy powiadomić szefa, że wykonał zlecenie po czym zabrał swój sprzęt udając się do Klubu „Sześcian” aby sfilmować przebieg wywiadu. W drodze powrotnej rozbrzmiał telefon. Był to jego kumpel z dawnych lat liceum, który zaproponował spotkanie wśród starej ekipy w parku.
Kasia zbudzona dźwiękiem budzika podniosła się z ciężkim bólem stawów i głowy. Otrząsnął ją zimny prysznic. Jej mama wychodziła akurat do pracy. Obiad w mikrofalówce i stosy garnków do mycia w zlewozmywaku już na nią czekały. Uwinęła się z tym czym prędzej po czym wykonała telefon do swej najlepszej przyjaciółki. Ania nigdy nie odbiera telefonów. Woli oddzwonić. Powiedziała Kasi o imprezie, która odbędzie się wieczorem. Umówiły się rozmawiając przez jakąś godzinę po czym pożegnały.
Feliks akurat wracał do domu z pracy kiedy jego telefon zadzwonił. Zwyczajowo nic nie odpowiedział. Usłyszał po drugiej stronie delikatny kobiecy głos po czym się rozłączył. Za chwile telefon znów zadzwonił. Tym razem to był kumpel ze starej licealnej paczki. Zaproponował spotkanie.
Andrzej udał się w umówione miejsce. Spotkał tam chłopaków z dawnej paczki jak i Feliksa. Pogrążyli się w smutku, lecz tylko na trzy sekundy gdy jeden z nich powiadomił wszystkich o śmierci Jarka. Niedaleko od nich jakiś ich znajomy organizował imprezę. Po opróżnieniu kilki butelek piwa oraz trójniaka postanowili się tam wybrać.
Ania oraz Kasia już tam były kiedy oni się pojawili. Ania rzuciła się Andrzejowi w ramiona. Jednak gdy on oznajmił jej że nie pamięta jej, ona w odpowiedni sposób go potraktowała. Rozmowy i zabawa szły swym torem. Ania lekko już pijana zaciągnęła Andrzeja do ubikacji w celach zaspokojenia swych żądz seksualnych. Gdy siedziała na nim i całowała jego szyję jej skóra przyległa gładko do kości pokrywając się tonami zmarszczek. Ciało stało się wiotkie, wysuszając się zaczęła opadać na podłogę, zostawiając po sobie czarna maź. Andrzej zszokowany żałował, że nie wziął kamery po czym – „O! Kurwa! Co to jest?! – wybiegł z łazienki. Na lodówce ujrzał pakunek, pusty jednak opakowany w identyczny sposób z charakterystyczną czerwoną wstążką jak ten, który dostarczał dziś rano.
Towarzystwo zmieszane na widok zwłok Ani rozpierzchło się czym prędzej. Kasia zapłakana skryła się w kącie. Nie trza było długo czekać na zjawienie się karetki a po nich policji. Cała trójka czyli: Andrzej, Kasia oraz Feliks zostali zabrani na komisariat w celu przesłuchania. Po czterech godzinach zostali wypuszczeni. Udali się do swych domów.
Rankiem następnego dnia telefon zbudził Andrzeja. Był to jego szef, prosił aby niezwłocznie stawił się w biurze.
Boże, to najstraszniejsza rzecz, jaka kiedykolwiek przeżyłam. Och, nie mogę pisać, ręka mi się trzęsie… Nie powiedziałam jeszcze nic mamie, ale końcu będę musiała. Gdyby tak policja pod moją nieobecność zadzwoniła do domu… Pierwszy raz byłam w więzieniu… Ania… To koniec. Zostało z niej tylko trochę… o właśnie, czego? Muszę poddać analizie ten dziwny płyn, mam go trochę na bucie. Nie mam odpowiednich środków, będę musiała w instytucie… znowu będzie błaganie o klucz do laboratorium… Niech to szlag.
Nic już nie będzie takie, jak kiedyś.
Kasia, po powrocie do domu
Obudziłem się rankiem i po doprowadzeniu się do porządku pomaszerowałem do pracy. Jak co dzień pojawił się nowy lokator i zajął prycze nr 246. Początkowo nie zdawałem sobie sprawy ze był to Jaras z AN4, ale to uświadomili mi dopiero wieczorem, na Happy Tree Friends gdzie wszyscy częściej niż rzadko spędzali czas za czasów szkoły średniej na popijaniu winka i paleniu jointów. W drodze do domu w mej kiszeniu zawibrował telefon marki Siemens to był Czyżol, zapraszał na imprezę która to miała odbyć się wieczorem. I tak się stało zjawili się pod drzwiami mego domostwa i zabrali mnie na ów imprezę, ale wcześniej udaliśmy się do wspomnianego parku i chwilą uczciliśmy pamięć członka AN4. Po chwilach spędzonych przy piwie przyszedł czas na ucieczkę przed zdesperowanymi obywatelami naszego miasta, którzy to chcieli nas uszkodzić i tak oto wpadliśmy na imprezę. Przywitał nas Karol, który to bo wzięciu jakiegoś narkotyku prawdopodobnie myślał że jest chomikiem. Czas mijał na zastanowieniu się jak smakuje piwo z puszki, i na krótkich rozmowach z ów imprezowiczami. Ale do czasu. Rozległ się kobiecy ryk to była Kasia, jej koleżanka chyba się za bardzo na(d)paliła na Andrzeja. Moje oczy ujrzały coś bardzo dziwnego, po krótkich oględzinach zwłok nie mogłem zaklasyfikować nigdzie tego przypadku, chyba nikt się z czymś takim nie spotkał. I kolejny nieboszczyk i te same objawy to pewnie jakaś epidemia! ‘Dzwonimy po erkę!’ Niedługo potem przyjechała policja, co za ludzie nie wiem dlaczego myśleli, że ja to zrobiłem!?
Feliks, Teodor Filk, w czasie siedzenia w ‘klatce’ na posterunku
